fbpx

Jedzenie lekiem na całe zło?

W dzisiejszym odcinku wyjaśniam, dlaczego jedzenie jest tak często lekiem na całe zło. Pomogę Ci zrozumieć dlaczego sięgasz po jedzenie, dzięki czemu nauczysz się jeść uważnie, nie zajadać stresu i radzić sobie z emocjami w sposób inny, niż czekolada. ​

W poprzednim odcinku rozpoczęłam wątek dlaczego w ogóle jemy, jakie są przyczyny sięgania po jedzenie, a także jaki wpływ na obecne nawyki żywieniowe mają doświadczenia z dzieciństwa. Zaczęłam też wątek jedzenia jako nawyku i na tym dzisiaj się skupię.

 

Przede wszystkim chciałam zaznaczyć, że to, że np. zjesz czekoladę pod wpływem stresu nawet raz na miesiąc nie oznacza, że objadasz się kompulsywnie. Kompulsywne objadanie się jest jednostką chorobową, która podlega leczeniu. Faktycznie, wyróżnia się komponenty, takie jak:

  • zwyczajowe przejadanie się, przejadanie się by odsunąć od siebie nieprzyjemny stan emocjonalny
  • jedzenie, mimo odczuwanych negatywnych konsekwencji (np. ból brzucha, większa masa ciała).

Jednakże, w diagnostyce bierze się pod uwagę inne czynniki, o których w tym odcinku mówić nie będę. Pojawi się kolejny odcinek, w którym będę wyjaśniać czym jest kompulsywne objadanie się, jak wygląda leczenie i porównam je do uzależnienia od jedzenia. Jedzenie czekolady kiedy się stresujesz może oznaczać, że taki masz nawyk radzenia sobie z tym, co przeżywasz, albo w ten sposób się relaksujesz. Niemniej, jeżeli nawet jesz tę czekoladę na smutki i żale, to patrząc długoterminowo nie jest to dobra metoda redukcji stresu i warto jednak uczyć się innych form radzenia sobie z tym, co przeżywasz. Dzisiaj skupię się na kwestii jedzenia pod wpływem stresu jako nawyku i przedstawię możliwe sposoby wypracowania nowego nawyku – radzenia sobie z stresem i emocjami nie poprzez jedzenie.  

 

Działamy na zasadzie nawyków…

…, bo dzięki nim mózg się nie męczy (zużywa mniej energii, niż podczas wykonywania nowej czynności). Tworzenie nawyku to tak jak jazda na nartach i trasy narciarskie.

Kiedy jedziesz trasą po raz pierwszy, to jedziesz asekuracyjnie, zwracasz uwagę kiedy jest zakręt, kiedy bardziej stromy zjazd i gdzie można spodziewać się lodu. Im częściej jeździsz tą samą trasą, tym trwalsze zostawiasz ślady i nabierasz wprawy. W pewnym momencie możesz wręcz jechać “na pamięć” albo z zamkniętymi oczami (lepiej nie), bo jesteś wprawiony w tej drodze. Automatycznie zrobisz skręt, bo wiesz czego się spodziewać. To właśnie jest nawyk – robisz to, co potrafisz i kiedy np. gdybyś uciekał przed niedźwiedziem, to pewnie byś wybrał właśnie trasę, którą znasz – bo pokonasz ją sprawnie. Dzięki temu, że znasz trasę jak własną kieszeń, to możesz np. dostrzec, że jedna choinka jest bardziej zielona niż wszystkie albo że między drzewami płynie strumyk – chodzi o to, że nie tracisz już energii na skupianie się na trasie, bo już ją znasz, a energię możesz przeznaczyć na inne czynności.

 

W pewnym momencie obecna trasa może Cię zacząć nudzić…

…albo potrzebujesz mocniejszego bodźca i jedziesz na trudniejszą trasę. Sytuacja się powtarza – jeździsz i zostawiasz ślady, aż nabierasz wprawy. Kolejna trasa też z czasem będzie dla Ciebie jak bułka z masłem, w końcu trening czyni mistrza. Ale to, że jeździsz teraz nową trasą nie oznacza, że nie pojedziesz starą, bo Twoje ślady nadal tam są. Być może ponowne wprawienie się zajmie jeden zjazd, ale zaraz sobie przypomnisz sekwencję zdarzeń i znów pojedziesz sprawnie. Te ślady mogą być mniej zarysowane, ale zawsze będą.  

 

Przejście na drugą – trudniejszą trasę wcale nie jest takie oczywiste.

Dlaczego? Bo to pewna zmiana, dyskomfort. Przecież już wyżłobiłeś tyle śladów, znasz każdy element trasy – po co to zmieniać? Zresztą, lepiej nie próbować nowej trasy, bo tylko będzie mi źle szło, spocę się, a tutaj wiem, co robić. Brzmi znajomo? Podobnie jest z nawykami żywieniowymi i jedzeniem pod wpływem stresu, emocji.

 

Trasa narciarska to Twój nawyk. 

Im częściej jeździsz daną trasą, tym mocniej utrwalasz konkretne zachowanie. 

Bardzo lubię tę metaforę tras narciarskich jako nawyku, bo tak właśnie (mówiąc obrazowo i w uproszczeniu) wygląda tworzenie nawyków, w tym żywieniowych czy generalnie odnoszących się do stylu życia.

 

Jemy pod wpływem emocji, dlatego bo tak nauczyliśmy się sobie z nimi radzić.

Wielokrotnie powtarzana czynność staje się nawykiem, tą wyżłobioną trasą narciarską, którą jedziesz jak mistrz. Jedzenie jest ogromną przyjemnością i wolisz zjeść, by poczuć ulgę aniżeli skonfrontować się z odczuwaną emocją i dać sobie przestrzeń na to, by ją zobaczyć, przeżyć czy poradzić sobie inaczej niż przez jedzenie.

Dlaczego? Bo jedzenie jest najłatwiejszą drogą. Jesz czekoladę i już. Tyle tylko, że to nie rozwiązuje problemu, z którym prędzej czy później musisz się zmierzyć. To właśnie ta trudniejsza trasa, na której będzie Ci trudno, wywalisz się i spocisz, ale rozwiążesz swój problem i podniesiesz swoje umiejętności. Będziesz mieć szerszą perspektywę – okej, mogę pojechać starą trasą, którą znam, ale mogę pojechać też nową. Niewątpliwie, stara trasa jest prostsza – jesz i tyle, ale daje krótkotrwałą ulgę. W dłuższej perspektywie czasu nie dojdziesz do sedna problemu, nie zmierzysz się ze swoimi emocjami i przeżyciami, a będziesz mieć wyrzuty sumienia i coraz więcej tkanki tłuszczowej. Ale okej, tę trasę znasz i jak najbardziej możesz nią pojechać.

Z drugiej strony, masz też drugą drogę do wyboru. Śladów nie ma albo są ledwo widoczne, bo przy pierwszej próbie i upadku zawróciłeś na starą drogę. To prawda, łatwo nie będzie, ale w dłuższej perspektywie trudniejsza trasa oferuje znacznie więcej korzyści – zauważysz i określisz problem, emocje jakie odczuwasz, a to pozwoli Ci sobie z nimi poradzić w sposób inny niż jedzenie. Mierząc się z doświadczeniem rozwiążesz je w najlepszy możliwy sposób, bez objadania się. Zyskasz nowe umiejętności, a jedyne co stracisz to poczucie winy i kilogramy – brzmi dobrze, co?

 

Jedzenie jest fantastycznym środkiem na emocje czy jakikolwiek

dyskomfort, np. gdy się nudzisz…

…bo oddala od Ciebie to poczucie dyskomfortu. Nazywa się to unikaniem doświadczania. W badaniu na 132 kobietach (Litwin, 2017) wykazano, że kobiety jadły pod wpływem emocji właśnie dlatego, że chciały uniknąć ich doświadczania. Poprzez jedzenie zagłuszały emocje i nie konfrontowały się z nimi, co oczywiście tym samym nie rozwiązywało problemu, a wręcz przeciwnie – nasilało, bo jedzenie stało się remedium – nieskutecznym w długim terminie. Badania wykazują, że jedząc pod wpływem emocji mamy też gorszą samoocenę, więc w tym miejscu można zadać pytanie: czy opłaca mi się jeść? Czy warto było… jeść tak? Nie warto. Warto natomiast nauczyć się radzić z emocjami w sposób inny niż jedzenie, np. stosując techniki relaksacyjne, medytację, ćwiczenia oddechowe, aktywność fizyczną… to są działania zaradcze, dzięki którym poradzisz sobie z emocjami w sposób inny niż jedzenie – pojedziesz nową trasą. 

 

Dopamina – neuroprzekaźnik, zwiastujący nadchodzącą nagrodę.

Dopamina wydziela się w odpowiedzi na tzw. bodziec motywacyjny, którym może być właśnie niekomfortowa sytuacja. Kiedy osiągniesz oczekiwaną przyjemność, w mózgu dochodzi do skojarzenia, że jeżeli zachowujesz się w sytuacji A tak, to jest Ci dobrze. Nazywa się to uczenie asocjacyjne.

Następnym razem, kiedy znajdziesz się w podobnej sytuacji, która będzie bodźcem, wydzieli się dopamina i… już wiesz co masz zrobić – zjeść.

Teraz przykład: kiedy odczuwasz dyskomfort, np. nudzisz się, dzień w pracy był bardzo stresujący to niewątpliwie chcesz się odprężyć i doświadczyć przyjemności. Jesz czekoladę, ale kilka kostek i czujesz ulgę, nagrodę. Jest Ci dobrze, chociaż na chwilę odsuwasz od siebie myśl, że jutro kolejny dzień będzie tak samo ciężki jak dzisiejszy. Wreszcie się nie nudzisz i masz czym zająć ręce. Tak było raz i okej – nie ma tragedii, nie oznacza to, że od teraz będziesz zajadać nudę czy stres. Bo żeby doszło do stworzenia nawyku, ta sekwencja zdarzeń musi się powtórzyć wielokrotnie. Analogicznie do śladów nart na śniegu – musisz kilka razy przejechać, żeby dobrze opanować trasę. Tyle, że sytuacji tego typu może być mnóstwo, niekoniecznie kiedy jesteś w domu – bo np. w pracy Ci się nudzi i ktoś Cię właśnie poczęstował ciastkiem. Masz jeszcze 15 minut przerwy lunchowej i chcesz ją przedłużyć, bo wiesz ile papierologii Cię czeka w biurze – kupisz więc batona, by mieć pretekst do przerwy. Nie wspominając już o doświadczeniach z dzieciństwa, o których mówiłam w poprzednich odcinkach. Znowu – jedzenie jest środkiem do osiągnięcia przyjemności i oddalenia od dyskomfortu. Okazuje się, że powtórzeń danej sekwencji może być całkiem sporo. Wystarczająco, by w chwili stresu nawykowo zrobić to, co znasz najlepiej, co wiesz że da Ci przyjemność – jeść.

 

Przykład z jazdą na nartach pokazuje jeszcze inną rzecz.

W pewnym momencie dotychczasowa trasa może być nudna, niewystarczająca. Będziesz potrzebować mocniejszego bodźca, żeby poczuć adrenalinę i satysfakcję z jazdy. Jak to odnieść do jedzenia?

To, że potrzebujesz silniejszych doznań, czytaj zamiast jednego pączka musisz zjeść dwa i zagryźć batonem wynika ze zmniejszonej dostępności receptorów dopaminy.

Wyobraź sobie, że roznosisz ulotki po mieszkaniach. Kiedy zadzwonisz dzwonkiem, to ludzie otwierają drzwi, Ty przekazujesz informację i wszyscy są zadowoleni. Jeżeli nagminnie będziesz dzwonić do drzwi mieszkańców, to w pewnym momencie zostanie garstka nielicznych, którzy będą Ci otwierać. Ale Ty musisz rozdać określoną ilość ulotek, bo potem Cię szef rozliczy, a poza tym masz ważne informacje do przekazania. Przychodzisz zatem jeszcze częściej albo bierzesz kolegę/koleżankę do pomocy. Dzwonicie podwójnie. Mieszkańcy otwierają nowej twarzy i poza tym już dobijacie się drzwiami i oknami, ale znowu – w pewnym momencie zostanie garstka tych, którzy będą otwierać… Rozumiesz analogię?

Żeby poczuć tę samą przyjemność, będziesz potrzebować bardziej intensywnych doznań (np. zamiast owoców batona) albo większej ilości jedzenia.

 

Jak wykorzystać uważność i uważne odżywianie, by nie jeść pod

wpływem emocji i zmienić nawyki żywieniowe?

W tym miejscu zaznaczę, że zmiana nawyków, w tym żywieniowych to czaso- i pracochłonne działanie

 

Zacznij od obserwacji siebie i zastanów się, w jakich sytuacjach jesz?

  1. Czy jesz, bo Ci się nudzi?

  2. Czy jesz, bo jedzenie stoi przed Tobą (np. na stole)?

  3. Czy jesz podczas oglądania filmu?

  4. Czy dopada Cię ochota na jedzenie wieczorami, po całym dniu pracy?

  5. Czy jesz dlatego, bo w tym momencie wydaje Ci się, że to jedyna opcja łagodząca napięcie, które czujesz?

 

Na początku tylko obserwuj, kiedy nachodzi Cię ochota na jedzenie i kiedy po nie sięgasz. Zastanów się, jaka jest Twoja obecna trasa narciarska. Możesz to sobie zapisywać, np. w notatniku. Ważne będą też wszelkie uwagi dotyczące miejsca, np. kuchnia, praca, dom. Zapisz sobie, co czujesz w tym momencie – czy ciężko Ci się skupić, może masz zawroty głowy albo przyspieszony oddech.

 

Dlaczego jest to ważne? Twoje zachowanie w postaci jedzenia to tylko efekt końcowy całej kaskady wydarzeń po drodze. Ta Twoja trasa narciarska, która jest nawykiem i domyślnym zachowaniem w danej sytuacji to wyuczony schemat zachowania, w którym w odpowiedzi na daną sytuację wykonujesz konkretne działanie. Uczysz się tego, aż będzie dla Ciebie całkowicie naturalne, bezwysiłkowe. Innego sposobu działania nie znasz, albo znasz w niewielkim stopniu i nie chcesz zapuszczać się w nowe tereny. Tyle tylko, że kiedy kolejnym razem czujesz wyrzuty sumienia po zjedzeniu pączka jako remedium na stres, chociaż wcale nie byłaś głodna – to sygnał, że Twój nawyk czyli trasa narciarska nie jest dla Ciebie dobra.

 

Kiedy określisz bodziec motywacyjny, ten punkt startowy, który ruszył całą kaskadę wydarzeń i doprowadził do punktu końcowego w postaci jedzenia – będziesz w stanie rozpisać sobie działania zaradcze – czyli takie zachowanie, które skutecznie rozwiąże problem albo zredukuje napięcie, ale nie będzie to jedzenie.

 

Załóżmy, że…

…po obserwacji siebie ustalasz, że jesz kiedy się nudzisz. Nie lubisz tego stanu, jest to pewien dyskomfort. Masz w mózgu zakodowane, że kiedy czujesz nudę to np. jesz chipsy i jest cacy. To jest Twój nawyk – trasa narciarska. Teraz ustalamy działanie zaradcze, czyli co możesz zrobić zamiast jedzenia, co spowoduje że nie będziesz się nudzić?

Możesz np.:

  • czytać książkę
  • robić na drutach
  • wyjść na spacer
  • pomedytować
  • napić się herbaty
  • zadzwonić do przyjaciółki
  • inne Twoje działanie

Możesz wypełnić dzień tak, że nie będziesz mieć czasu na nudę albo po prostu – poświęcić ten moment na obserwację siebie i odpoczynek. Takie nicnierobienie.

Co dalej? Ćwiczysz nową trasę. Obserwujesz siebie, zauważasz moment, w którym chcesz sięgnąć po jedzenie i… skręcasz w nową trasę, czyli ćwiczysz nowe zachowanie. Zauważ, że bodziec jest ten sam – stan nudy, ale Twoja reakcja jest zgoła odmienna. Pozostaje teraz ćwiczyć przy każdej możliwej okazji, aż zachowanie stanie się automatyczne, a Ty kiedy znajdziesz się w stanie nudy – być może nie zrobisz nic i będziesz czerpać przyjemność ze słodkiego nicnierobienia, a może wtedy będziesz parzyć herbatę – cokolwiek się sprawdza.

 

Ale co, jeżeli oprócz tego, że czujesz nudę, to dodatkowo Twoją uwagę przyciąga widok słodkości w słoiku na stole albo zapach świeżego pieczywa? Przede wszystkim schowaj jedzenie. Wiesz przecież, że widok jedzenia sprawia, że mamy na nie ochotę. Z zapachem może być trudniej, ale kiedy schowasz pieczywo do chlebaka, to nie będzie tak intensywny. Następnie, jest tak samo jak poprzednio – ustalasz działania zaradcze i ćwiczysz nowe zachowanie. Czyli – chowasz jedzenie i np. pijesz herbatę, idziesz na spacer, wychodzisz z kuchni.

Może być też tak, że masz większą ochotę na jedzenie np. wieczorami, bo w ciągu dnia sobie odmawiasz wszystkiego – w końcu się odchudzasz – a wieczorem po prostu organizm się dopomina. W takiej sytuacji proponuję, żeby w ciągu dnia jeść normalne, regularne posiłki; jeść do najedzenia, ale nie przejedzenia i kierować się bardziej intuicją, aniżeli narzuconymi restrykcjami. Najedzenie tak na poziom 7-8 w skali głodu i sytości, o czym mówiłam w odcinku nr 2. Chcesz czekoladę? Spoko. Nie chcesz czekolady? Też spoko. Zobaczysz, że kiedy uregulujesz posiłki w ciągu dnia, to wieczorem zachcianek może być mniej albo wcale.

 

Wieczorne dojadanie po kolacji małego co nieco – nawyk

Jeżeli mała przekąska nie jest bardzo późno i nie przeradza się w niekontrolowane jedzenie praktycznie drugiej kolacji, to nie ma co wariować, zwłaszcza jeżeli nie przeszkadza Ci to w codziennym funkcjonowaniu. Tzn. nie tyjesz, nie masz podwyższonego stężenia cukru na czczo i triglicerydów we krwi, nie masz wyrzutów sumienia. Luz. Natomiast, kiedy ten nawyk powoduje wręcz przeciwną sytuację – to znak, że jednak nie jest to najlepsza trasa.

Znowu, zaobserwuj siebie, ćwicz zauważanie momentu, kiedy ta ochota narasta i zastanów się, czy dalej potrzebujesz jedzenia czy nie? Ustal swoje działania zaradcze i co możesz zrobić zamiast jedzenia. Może wypij ciepłą herbatę albo zajmij się sprzątaniem naczyń, zmywaniem blatów itp., umyj zęby po kolacji, wyjdź na spacer z psem – cokolwiek, co się sprawdzi.

 

Co zrobić, kiedy ustalę, że jem pod wpływem emocji?

Znowu, jest to pewien nawyk, bo przecież kiedy jesz jest Ci dobrze! Veni, vidi, vici! Nie czuję się źle. Na chwilę.

Załóżmy, że wracasz do domu po pracy, jesteś zmęczona i zdenerwowana. Czekolada nie pyta, czekolada rozumie. Więc jesz. Jest Ci dobrze, ale na chwilę, bo potem masz wyrzuty sumienia i dodatkowe kilogramy, jeżeli taka sytuacja powtarza się regularnie. I oczywiście, jak w poprzednich przypadkach: uważność obserwacja siebie, momentu kiedy narasta ochota na jedzenie i zmiana trasy. I tak, w przypadku kiedy tym bodźcem jest stres, smutek, złość, to skupiamy się przede wszystkim na redukcji stresu i napięcia w sposób inny niż jedzenie.

Jedną z technik redukcji napięcia są: ćwiczenia oddechowe. Nie tylko w sytuacji stresującej, ale i na co dzień. Medytacja, oddychanie – to pozwala Ci spojrzeć na siebie z innej perspektywy, trochę się zdystansować i po prostu obserwować, co się dzieje.

Zatem spróbuj oddychać w następujący sposób:

  1. Zakryj kciukiem prawą dziurkę nosa.
  2. Weź wdech licząc do 8. Wstrzymaj oddech też na 8 sekund.
  3. Zakryj palcem wskazującym lewą dziurkę nosa, kciuk odsuń i wydychaj powietrze przez 8 sekund.
  4. Teraz weź wdech prawą dziurką (lewa jest zatkana) przez 8 sekund i przytrzymaj też przez 8 sekund.
  5. Odetkaj lewą dziurkę i zatkaj ponownie kciukiem prawą dziurkę nosa kciukiem.
  6. Powtórz.

Możesz zacząć od 5 sekund i wydłużyć ten czas do 10 sekund. U mnie 8 jest optymalnym czasem. Zatem to może być tym działaniem zaradczym.

Innym działaniem zaradczym może być np. wyjście na spacer albo śpiewanie, praktyka jogi czy stretchingu, a może liczenie od 1 do 10 i od 10 do 1. Ćwiczeniem pomagającym w obniżaniu napięcia jest np. progresywna relaksacja Jacobsona czy trening autogenny Schultza.

Teraz pozostaje ćwiczyć, ćwiczyć i nie poddawać się – w końcu nauczysz się zjeżdżać nową trasą, a stara – chociaż zawsze pozostanie w Twoim umyśle – będzie coraz bardziej zarastać i powrót do niej będzie coraz mniej Cię pociągał.

Ważne też, żeby dać sobie przestrzeń na popełnianie błędów, na upadki. Bo to nie będzie tak, że zawsze wykonasz działanie zaradcze i nigdy więcej nie zjesz pod wpływem stresu. Bo ta trasa stara gdzieś tam zawsze będzie i ona – cóż – jest najłatwiejsza. Bo łatwiej zjeść czekoladę, aniżeli stawić czoła emocjom i zmniejszyć napięcie np. ćwiczeniami oddechowymi albo spacerem (to zawsze jakiś koszt). Pamiętaj, że Ty uczysz się jeździć nową trasą. Czy kiedy dziecko uczy się jeździć na nartach albo chodzić – czegokolwiek – to czy krzyczysz na nie, kiedy się wywróci? No nie! Wstaje, uczy się, w jakiej sytuacji się wywaliło i następnym razem tego nie robi. Tak samo Ty – kiedy pojedziesz starą trasą, zastanów się z czego to mogło wynikać i jak następnym razem możesz postąpić w podobnej sytuacji.

W budowaniu nowego nawyku i oduczania się jedzenia pod wpływem emocji nie chodzi o to, żeby było idealnie. Chodzi o to, żeby tego nowego nawyku było więcej, aniżeli starego. Żeby częściej była nowa trasa, a nie stara. A kiedy dołożysz do tego bycie uważnym i luz wynikający z przyzwolenia sobie na błędy, z dobroci wobec siebie – to zapewniam Cię, że starej trasy może nie być wcale. Dlatego nie odpuszczaj i nie poddawaj się, kiedy powinie Ci się noga. Zastanów się z czego to mogło wynikać i wyciągnij wnioski na przyszłość.

 

Tylko, że to nie jest takie proste jak się wydaje.

Analizując przyczyny jedzenia pod wpływem emocji trzeba cofnąć się w czasie i zastanowić się, z czego może wynikać moje zachowanie? Bo emocje nie pojawiają się znikąd. Trzeba zdać sobie sprawę z tego, że jedzenie to pewien efekt końcowy całej kaskady zdarzeń. W odpowiedzi na sytuację A, pojawiają się w Twojej głowie myśli i przekonania dotyczącej tej sytuacji (B), które generują emocje (C), a to z kolei przyczynia się do podjęcia przez Ciebie działania (D), czyli jedzenia. Jest to model ABCD emocji, korespondujący z Racjonalną Terapią Zachowania autorstwa dr. Maxie Maultsby’ego.

Wracając do przykładu, kiedy wracasz do domu czujesz zmęczenie, zdenerwowanie i jesz. Co wydarzyło się wcześniej? Czy pokłóciłaś się z koleżanką? Czy ktoś zajechał Ci drogę? Czy miałaś sprzeczkę w pracy? To są sytuacje – fakty, których się nie zmieni. Ale, w odpowiedzi na właśnie te sytuacje generujesz pewne myśli, które powodują, że odczuwasz pewne emocje a efekt końcowy znasz. Zauważ, że w tym momencie praca nad radzeniem sobie ze stresem i jedzeniem może być początkiem do pracy nad szerszym aspektem – nad Twoimi przekonaniami w odpowiedzi na daną sytuację. Wiesz, że sytuacji nie zmienisz, ok – ktoś Ci zajechał drogę, ale Ty możesz zareagować zupełnie inaczej i tym samym doświadczyć zupełnie innych emocji, co zmieni tor jazdy. Emocje wcale nie muszą grać głównej roli w tym, że jesz kiedy się stresujesz, a Twoja interpretacja zaistniałej sytuacji. 

Tutaj chcę Ci zasygnalizować, że praca nad jedzeniem pod wpływem emocji nie ogranicza się tylko do redukcji stresu i ćwiczenia działań zaradczych. To oczywiście nieodłączny element, ale jedzenie w obliczu emocji może być wierzchołkiem góry lodowej i tak naprawdę obrazować tylko wycinek tego, co dzieje się w Tobie. Sprawa już nie jest taka oczywista, kiedy w grę wchodzą głęboko zakorzenione w nas przekonania, np. wynikające z doświadczeń w dzieciństwie, z okresu dorastania itd. Jako psychodietetyk pracuję w tym obszarze można powiedzieć tego wierzchołka góry lodowej i jak poprzez uważność racjonalnie podejść do jedzenia, ale pracę nad przekonaniami, nad tym co gdzieś jest schowane głęboko zostawiam psychologom czy psychoterapeutom, którzy są do tego szkoleni.

Niemniej uważam, że praca nad nawykami żywieniowymi i uważnością może być wstępem do pracy nad innymi kwestiami – bo tak jak mówiłam, uważność w odżywianiu to tylko cząstka praktyki uważności. Siłą rzeczy, jeżeli czuję satysfakcję z praktyki uważności w odżywianiu i poprawia się moja jakość życia, to będę praktykować tę umiejętność w innych obszarach – w życiu osobistym, zawodowym, stresie itp.

 

Podsumowując:

  1. Nawyki, w tym żywieniowe są jak żłobienie tras narciarskich – im częściej jeździsz daną trasą, tym bardziej utrwalasz zachowanie.

  2. Jemy kiedy nam smutno i nudno, bo jedzenie to ogromna przyjemność, podobnie jak narkotyki, seks czy obcowanie z naturą. To najłatwiejsza droga do osiągnięcia natychmiastowej przyjemności, która – jak widać w obecnym świecie – nie sprawdza się w dłuższym terminie.

  3. Obserwuj siebie i swoje zachowanie: kiedy masz ochotę na jedzenie, kiedy narasta napięcie, w jakiej sytuacji? Zastanów się, z czego może wynikać to, że jesz. W zależności od przyczyny dobierz konkretne działanie zaradcze i… ćwicz. Ćwicz jazdę nową trasą.

  4. Oddychaj i stosuj ćwiczenia redukujące stres.

  5. Daj sobie przestrzeń na błędy – w końcu wiadomo, że “jak się nie wywrócisz, to się nie nauczysz”.

  6. Pamiętaj, że jedzenie pod wpływem emocji może być tylko wierzchołkiem góry lodowej, niemniej praca właśnie nad tym obszarem może Ci uwidocznić, co jest pod powierzchnią wody i być pięknym początkiem pracy właśnie nad szerszą kwestią.

Jeżeli podobał Ci się ten odcinek i chcesz dalej słuchać tego podcastu, koniecznie zasubskrybuj mój kanał, by być na bieżąco. Dodatkowo, zapisując się do newslettera poniżej otrzymasz bonusowe materiały do tego odcinka w formacie PDF.

 

Do usłyszenia, Małgosia

Odbierz prezent
Dodatkowe materiały do tego odcinka!

.

Diet&Mindfulness

Pomagam zapracowanym osobom zbudować zdrowe nawyki w stylu życia poprzez uważność i uważne odżywianie.

Media Społecznościowe

Kontakt

Małgorzata Pielichowska +48 504 406 203
E-mail: gosia@dietandmindfulness.com